sobota, 7 grudnia 2019

Siedem typów ludzi, którzy zatrzymają się, gdy pomachasz


Czyli dokładnie jak w tytule- chciałabym zacząć tę wielką blogową przygodę od opowiedzenia Wam, na kogo niewątpliwie wpadniecie, wybierając się na autostopową podróż. To moja taka własna analiza psychologiczna i gdybym nadal studiowała psychologię, być może uczyniłabym ten problem tematem pracy magisterskiej.

Często pytacie mnie (dupa, tak naprawdę wcale nie pytacie, to pierwszy post jest), czy jeżdżenie autostopem jest na pewno aby bezpieczne. A ja odpowiadam, że to nie jest tak, że bezpieczne albo że niebezpieczne. Jest z tym dokładnie tak, jak z każdą inną interakcją z człowiekiem. W skrócie - zawsze może się trafić jakiś idiota. Może się trafić też ktoś super.

Nie będę przedłużać, tym bardziej, że tekst jest przecież przyjemny i łatwy w odbiorze tylko wtedy, kiedy jest wypunktowany, zatem w drogę.

1. Miły były pan/pani podróżnik

Nie ma w tym nic dziwnego. Wydaje mi się, że każdy, kto kiedykolwiek podróżował autostopem ma swego rodzaju poczucie powinności wyrównania tego karmicznego długu i z chęcią zabierze kogoś, kto takiego transportu szuka. Sama zresztą obserwuję u siebie podobny odruch, gdy widzę przy drodze autostopowicza - moim absolutnym obowiązkiem jest zatrzymanie się i robię to zawsze ze szczerym uśmiechem na twarzy, okazjonalnie zgarniając ochrzan od moich współtowarzyszy.

W każdym razie konieczne jest podkreślenie, że tacy ludzie są naprawdę wspaniali w swoim dzieleniu się doświadczeniami i opowieściami. Zwykle też mają dosyć dobrą radę co do tego, gdzie w następnej kolejności powinniście szukać transportu. Nie polecam jednak ufać ślepo, bo nigdy nie wiadomo, czy osoba taka nie jest przy okazji...

2. ...wielkim znawcą terenu

Tak, tak. Zawsze traficie na kogoś, kto powie Wam: "O! Ja wiem, gdzie Was teraz zostawię. Doskonałe miejsce na łapanie autostopa, miód malina, sam bym tam stanął, gdyby nie to, że mam samochód" - po czym wyrzuci Was na zapomnianym przez bogów parkingu w okolicy Zadupia Dolnego lub pośrodku autostrady w miejscu, z którego owszem, wkrótce ktoś Was zabierze, nie będzie to jednak miły kierowca, ale policja (albo karetka). Nie przeczę - ludzie, którzy dobrze znają pokonywaną przez Was aktualnie trasę być może faktycznie wskażą Wam dobre miejsce, oni jednak rację mają czasami, a Google Maps (albo jeszcze lepiej: Hitchhiking map, a w ostateczności zwykła papierowa mapa samochodowa) rację ma zawsze, dlatego nie wypuszczajcie Waszej nawigacji z ręki i grzecznie dziękujcie za rady, okazjonalnie jednocześnie mając je w nosie,

3. Bojownik o zachowanie przytomności

Jeśli podróżujecie wieczorem lub nawet nocą, może się zdarzyć, że znajdzie się ktoś, kto jest w drodze już od wielu godzin i marzy tylko o spanku. Wtedy Wy zyskujecie nowe zadanie - stajecie się powiernikami jego przytomnego spojrzenia lub nawet czasami sami zajmujecie miejsce kierowcy, gdy Wasz współtowarzysz jest już na granicy zbicia piony z Morfeuszem. Czy polecam takie rozwiązanie? Nieszczególnie, nie jest to w moim odczuciu zbytnio bezpieczne, ale doskonale wiem, że po wielu godzinach bezskutecznego machania na nadjeżdżające auta człowiek przestaje być wybredny.

4. Ten, który naprawdę chce już Was się pozbyć

Natychmiastowe rozpoczęcie rozmowy w aucie jest dosyć proste - standardowa wymiana uprzejmości i podziękowań, grzeczne spytanie o cel podróży, opowiedzenie o dotychczasowych doświadczeniach, wymiana uwag na temat okolicznych pól i lasów, a potem - no cóż, cisza. Nawet najbardziej wygadana osoba prędzej czy później zegnie się pod naporem prostego faktu, że wspólnie podróżującym nieznajomym skończą się w pewnej chwili bezpieczne, small talkowe tematy. A jeśli czeka Was wielogodzinna droga, nadejdzie w końcu moment, gdy zapadnie cisza. Z reguły, gdy zrobi się niezręcznie, nasz kierowca zacznie radośnie nucić sobie radiową piosenkę lub uruchomi zestaw samochodowy i zadzwoni do znajomego w celu, jak szybko wyłapiecie z przebiegu ich rozmowy, zapełnienia auta jakimkolwiek dźwiękiem. No, chyba że stanie się zupełnie odwrotnie i okaże się, że jest to

5. ...Wasz nowy ziomek

Czyli człowiek, z którym rozmowa popłynie tak lekko, jak z bliskim znajomym, i który kilka godzin po Waszym rozstaniu napisze do Was zatroskaną wiadomość o to, czy dotarliście już do celu.

6. Człowiek, który usilnie chce być Waszym nowym ziomkiem,

...ale jest z nim coś nie tak. Na przykład jest zbyt nachalny, zalotny lub po prostu nieprzyjemny w obyciu, ale chce się z Wami przyjaźnić i jeśli będzie trzeba, zawiezie Was 200 km dalej niż sam się wybiera.

7. Imprezowe chłopaki (lub dziewczyny), które mają zryw dobroci serca

....i w swym alkoholowym uniesieniu chcą Was zawieźć na koniec świata, choć nie są pewni, w którą to stronę. Wsiadanie do ich auta stanowczo niewskazane, choć możecie być pewni, że zaoferują Wam dobrze schłodzone w ich lodówce turystycznej piwo.

Generalnie (w odpowiedzi na to pytanie, którego mi nie zadajecie):
- nie podróżujcie autostopem sami
- intensywnie acz dyskretnie wąchajcie sprawiających wrażenie pijanych kierowców zanim wsiądziecie do ich auta
- ustalcie sobie ze współtowarzyszem dyskretny znak, na podstawie którego oboje szybko znajdziecie wymówkę, by nie wsiąść do podejrzanego auta ("eeee, nieee, my jeździmy tylko mercedesami"  wprawdzie mocno was ośmieszy, ale przynajmniej nie doprowadzi do żadnej fizycznej krzywdy)
- dużo się uśmiechajcie, szczególnie do tych, którzy przygarniają Was do swoich samochodów
- i cieszcie się też dużo, jedziecie w końcu na przygodę!



Dużo buziaków i bądźcie bezpieczni,
Żółte trampki


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz